W strasznie upalny letni dzień Aleksander opowiada historię z czasów, gdy jeszcze pływał po morzach na jachcie. To podsunęło mu pomysł zbudowania statku. Pomysł został entuzjastycznie przyjęty, a wszystkie owady pomagają w budowie łodzi. Potem się zaczyna. Zespół jest szczęśliwy i szczęśliwy, że wszystko idzie dobrze. Ale potem pierwsi dostają choroby morskiej, właśnie wtedy, gdy Alexander musi zdać sobie sprawę, że strumień nie jest szerszy, ale węższy. Dodatkowo coraz trudniejsze staje się żeglowanie coraz bardziej utrudnione przez rosnący wiatr.